Kolejny etap… #zaczynamprogramowac

Kolejny etap… #zaczynamprogramowac

Weź się za robotę…

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że chciałby więcej od życia niż spędzanie go na kanapie i obijanie się. Po zwolnieniu z zakładu produkcyjnego nastał półroczny okres, który na początku był fajnym czasem dla mnie, ale jednocześnie dodawał mi obaw co do dalszego mojego losu. Niestety z e-papierosami i koszulkami nie szło tak jak bym zakładał. Koszulki były świetne, ale przyjęliśmy złą metodę zarówno promocji jak i sprzedaży tych wyrobów, a e-papierosy w końcu zasypały rynek tak bardzo, że bez sklepów stacjonarnych nic nie dało się zrobić ponad sprzedaż ok 10 zestawów miesięcznie. Z koszulkami niepotrzebnie odpuściłem, bo zapytania spływają do dziś (już ok 3 lata, ponieważ sytuacja miała miejsce w 2013 roku).

Praca inżynierska…

Rok 2013 to też okres pisania pracy inżynierskiej z informatyki. Napisałem ją w tydzień – samą teorię oczywiście. Natomiast oprogramowanie dłubałem już wcześniej, ale i tak do ideału było daleko. Aplikacja do zarządzania zakładem produkcyjnym, a jakże. Doświadczenie miałem z czteroletniej pracy w dużym zakładzie, gdzie poznałem metodę przepływu informacji. Dodatkowo dziedzina tekstylna pomogła w wymyśleniu działki, w której taki systemik mógłby funkcjonować i to nawet dobrze. Prosta aplikacja służyła do analizy kosztów firmy w skrócie mówiąc, ponieważ liczyła zapotrzebowanie materiałowe na uszycie partii zamówionych koszulek, liczyła zużycie wszelkich potrzebnych elementów: materiału, nici, ściągaczy, materiałów eksploatacyjnych takich jak igły, maszyny, oleje. Dodatkowym atutem był magazyn wejściowy i wyjściowy (podzespołów i wyrobu gotowego). System posiadał też mały CRM do zarządzania wysyłkami do klientów, czy faktura została opłacona czy nie itp… Oczywiście pracę obroniłem w czerwcu 2013.

Jest szansa…

W między czasie trafiła się pierwsza oferta pracy w branży… Tak na prawdę już w marcu 2013. W sumie na “bezrobociu” byłem 6 miesięcy. Założyłem sobie po zwolnieniu, że teraz tylko praca w branży, żadne 3 zmiany, żaden zakład produkcyjny, żadne dziadostwo – tylko informatyka. I tak się stało. Pojechałem do Katowic na rozmowę kwalifikacyjną. Było to stanowisko stażu w jednej z największych korporacji tworzących oprogramowanie w Polsce. Dostałem ten staż i przeprowadziłem się do Katowic. Pracowałem i uczyłem się jednocześnie, wiele stamtąd można było wynieść. Do tej pory tylko byłem zaznajomiony z PHP, a tam otworzyli mi oczy na różne aspekty tworzenia oprogramowania. Nie było to związane z robieniem prostych stronek. W sumie nawet do tej pory stronek zrobiłem tylko kilka, ale o tym kiedy indziej. W tej firmie duży nacisk był na PHP ponieważ utrzymywaliśmy oprogramowanie dla jednego z klientów, a wersja stała na PHP 4 jeszcze. Stare technologie z czasem mnie cofały w rozwoju. Przynajmniej tak poczułem. Nie używali nawet jQuery, bo nikt nie wiedział jak, mimo tego że większość ludzi tam pracujących ma doświadczenia powyżej 10 lat w webowych technologiach. Niektórzy chcieli, ale jak przyszło co do czego to obawy przed wdrożeniem były większe niż perspektywa napisania ficzeru znajomą metodą – na piechotę. Dwa lata poprawiania błędów i w końcu zakończenie wsparcia dla tego systemu skutkowało przerzuceniem mnie do innych zajęć.

Kolejne projekty…

Dostałem się do projektu realizowanego w Javie. A o Javie nie miałem totalnego pojęcia. Dostałem 20 tasków i palpitacji serca jak miałem je wykonać na czas. W końcu wysłałem wiadomość do “wszystkich świętych” – “Nie wiem czy wiece, ale ja nigdy nie pisałem w Javie”. W projekcie byłem miesiąc, nie powiem bo liznąłem trochę Javy wtedy, ale żeby uznać się za specjalistę to… hmmm. Już wtedy wiedziałem, że technologie front-endowe bardziej przypadają mi do gustu. Raczej z nimi najlepiej mi się doświadcza świata internetu. Zawsze w programowaniu podobało mi się to, że mogę napisać coś i zobaczyć jak treść przeglądarki na moje postępowanie reaguje. Tworzenie dobrze wyglądającego kontentu było dla mnie tym, co chciałem robić już cały czas. Nie mówię tu tylko o HTML czy CSS, ale także interakcja przez JavaScript, co skutkowało najpierw poznaniem podstaw JavaScriptu, a później jQuery. Natomiast samo jQuery mi nie wystarczyło i natknąłem się na Angulara. W aktualnym projekcie (polskiebudowy.pl) potrzebowałem czegoś do dynamicznego budowania kontentu – tabel głównie lub czegoś podobnego do tabel, dodatkowo potrzebowałem dynamicznych wyliczeń “just in time” w całej tej tabeli jednocześnie – nie do wykonania w jQuery (dało by się, ale trzeba używać odpowiednich narzędzi do odpowiedniej pracy). Odkrycie niektórych ficzerów Angulara popchnęło mnie w jego kierunku. I stąd to, że napisałem maila do dyrekcji uświadamiając im, że chcę pracować w technologiach front-endowych plus to, że sam zacząłem interesować się Angularem jako frameworkiem użytym do mojego projektu przyczyniło się do kolejnej zmiany projektu w tej firmie. Byłem jedyną osobą z Katowic, która była czymś w rodzaju “head front-end” w projekcie (reszta ekipy była z Warszawy). Dało mi to pole do popisu. Stworzyliśmy aplikację dla klienta, której tak na prawdę nie potrzebował, ale ją kupił. Aplikacje były dwie, obie Single Page Application. Jedna łączyła świat e-commerce i marketing, a druga generowała dynamiczne formularze. Doświadczenia z tych małych apek jeszcze bardziej podkręciłem przy tworzeniu modułu Wycen w Polskich Budowach. Polskie Budowy jako duży system jest też SPA. Niektórzy się dziwią do tej pory, że tak można to zrobić. No cóż, trochę wyobraźni.

Nowy tok myślenia.

W projekcie jako Product Owner był świetny gość od Angulara. Człowiek, który napisał książkę “AngularJS – Pierwsze kroki”, która swego czasu była bestsellerem w Helionie. A jej współtwórca był również programistą front-endowym w naszym projekcie. Wiele można było się nauczyć i złapać wiele kontaktów na tym polu. I tak się też stało. Zostałem zaproszony na MeetUp AngularJS Warsaw przez nich prowadzony, gdzie wygłosiłem prelekcję na temat połączenia Angulara z Bootstrapem i generycznego tworzenia kontentu. Był to mój debiut w wystąpieniach publicznych i osobiście nie byłem pewny czy poszło mi dobrze, ale w sumie otrzymałem pozytywny feedback na ten temat. W przyszłości jestem oczywiście otwarty na kolejne prelekcje, ale póki co spróbuję sił tutaj 🙂

Nuda? Czas na zmiany.

Czas spędzony w firmie jednak pokazał, że wiele rzeczy trzeba się nauczyć samemu, poza tym co się robi w pracy. Wiele rzeczy jest narzucanych, wiele rozwiązań wynika z konkretnej analizy itd. Natomiast rynek pracy zaczął świecić blaskiem perspektyw. Wszyscy szukają programistów. A i kwoty były rozbieżne względem tego co miałem na umowie. Więc stwierdziłem, że dlaczego by nie spróbować swoich sił na obecnym rynku? Oferty ciągle spływały na mój LinkedIn od rekruterów, więc zacząłem odpisywać, że jestem zainteresowany zmianą pracy. W obecnej firmie kończył mi się okres umowy. Podjąłem próbę negocjacji warunków, aby z nimi przedłużyć umowę na czas nieokreślony. Zaproponowali 10% więcej. Niestety po kalkulacji nie było to dla mnie wystarczająco korzystne. W tym samym czasie, jakieś 2 tygodnie przed końcem mojej umowy trafiła się firma, która mnie chciała i przyjęła moją propozycję kwoty, którą podałem również w dotychczasowej. “A co mi tam…” – pomyślałem. I tak od października 2015 pracuję w nowej firmie. Mniejsza (ok 50 osób) firma jest moim zdaniem o niebo lepsza od korporacji. Jednak jakie perspektywy i jakie doświadczenia z niej wyciągnę, to opowiem trochę później. Pracuję tu obecnie już rok i wiele wiem, ale też wiele jeszcze przede mną. Jestem front-endowcem, pracuję ściśle z Angularem przy sporych projektach. Natomiast swoich projektów nie odpuszczam. Ciągle działam na swoim prywatnym polu po godzinach i całkiem dobrze mi to wychodzi.