Zwolnili mnie – #zaczynamprogramowac

Zwolnili mnie – #zaczynamprogramowac

“Zwolnili Cię… jak mogli tak zrobić… dlaczego tak postąpili… przecież byłeś dobrym pracownikiem, nie przeszkadzałeś, robiłeś to co Ci kazali…” – tak mówili, kiedy pięknego październikowego dnia pożegnałem się z zakładem produkcyjnym.

Uśmiech z okazji zwolnienia…

Uśmiech z twarzy nie schodził mi tego dnia nawet na moment. Wychodząc z tego zakładu czułem taką ulgę, jak nigdy dotąd. Nawet po zdanej maturze tak się nie czułem. To było wybawienie od wszystkiego. Prawda – mogłem zwolnić się wcześniej, ale nie miałem motywacji. Wtedy, gdy to się stało sytuacja dała mi ogromnego kopa do rozwoju własnych kompetencji w branży. To był październik po obronie inżynierki. Satysfakcja była mega ogromna. Podczas rozmowy z dyrekcją tak chciało mi się śmiać, że nie mogłem się powstrzymać i mówię do dyrektorka, że jeszcze się spotkamy, ale tym razem na płaszczyźnie biznesowej. Oni uważali ludzi z produkcji za plebs, nic nie rozumiejących ludzi. I nawet nie kryli się z tym. Przy każdej możliwej okazji tłumaczyli człowiekowi, co dokładnie trzeba robić, a zgłoszonych problemów tak jakby nie słyszeli. Składałem tam nawet papiery o oddelegowanie do działu IT. Składałem 14 razy takie podanie. Oprócz stażu, który z przydziału nadaje uczelnia nie odbyłem innej praktyki w tym zakładzie. Najwidoczniej szuflada, do której mnie włożono była zbyt głęboka dla nich.

Okres po redukcji był trochę ciężki, ale jedynie pod względem poszukiwania pracy. Powiedziałem sobie, że nie biorę innej pracy poza pracą w branży. I dokładałem wszelkich starań by jednak tak się stało. Było łatwiej wytrwać o tyle, że dostałem trzymiesięczną odprawę z racji umowy na czas nieokreślony i przy tym likwidacji stanowiska. Natomiast pracy nowej w Częstochowie nie mogłem znaleźć. Nie ma tam nic do dziś. Zarobki też są bardzo niskie. Nie da się być studentem do końca życia, albo robić za 1500zł i mieć na utrzymaniu rodzinę. Trochę ambicji.

Dorywcza stronka…

W tym czasie szukałem prac dorywczych – stronki. Chciałem sposobem, który założyłem na inżynierce dorobić i spróbować szczęścia. Zrobiłem dwie strony. Prymitywne, ale ludzie mi zapłacili. Nie były to małe pieniądze jak dla mnie. Nie miałem do czynienia nigdy z robieniem stron na zamówienie. Poza tym też szukałem nowych zleceń. Trafiło się coś ciekawego. Zadzwonił do mnie gość z ogłoszenia, na które odpowiedziałem. Bodajże na Gumtree. Pojechałem do Opola na spotkanie. “Robimy system e-commerce” – powiedział. Myślę sobie – fajnie, będzie kaska, zrobię szybko, szacuję na ok dwa miesiące pracy. Coś poważniejszego w końcu. Zacząłem dłubać, douczać się. Dramat. Wrzucił mnie tym projektem na głęboką wodę. Okazało się, że jestem jeszcze tak bardzo zielony, że najbardziej zielony z najbardziej zielonych liści mi nie dorównuje zielonością. To było w 2012 roku, gdzieś listopad, końcówka.  Od tamtej pory robimy oprogramowanie razem. Wspomniany system zostawiliśmy z czasem (choć jest jako prototyp), a robimy coś jeszcze większego…

Kasy nigdy mało…

W tym czasie również robiłem dwa “biznesy”. Zwyczajnie chciałem zobaczyć jak to jest, ale też nieznane mnie kusiło. Zacząłem od handlu e-papierosami, ponieważ te wtedy wchodziły na polski rynek i można było trochę zarobić. Zainteresowałem się importem. Dowiedziałem się jakie cło jest na tego typu artykuly, jaka jest procedura importu, co trzeba mieć dokładnie, ile kasy, jak bardzo trzeba się temu poświęcić i w końcu co mogę z tego przedsięwzięcia mieć. Najlepszym sposobem na zarobek było by importowanie towaru z Unii Europejskiej – nie ma Vatu i cła na towary. Natomiast Chiny już są obładowane tymi podatkami. Więc szybka kalkulacja i już szukam dostawcy. Okazało się że na detalu mało zarobię więc zacząłem negocjacje z fabrykami. U producenta najtaniej, więc można było zbijać cenę na hurcie, dodatkowo proponowali też customizację towaru, przy jednoczesnym utrzymaniu zamówień. W ten sposób można było utworzyć swój brand bez najmniejszych problemów. jednak w brand nie poszedłem, ale zainwestowałem 4000zł w towar. Zamówiłem zestawy, olejki, akcesoria. Dostawa była za 3 tygodnie u mnie po opłaceniu cła i vatu. Handel odbywał się bezpośrednio, z rak do rąk, a klienci byli zadowoleni. Nie ukrywałem, że towar nie jest pierwszej jakości i może coś się zepsuć, jednak klientów nie brakowało. W ciągu 2 tygodni pozbyłem się pakietu czterdziestu zestawów i worka liquidów. Kasa na drugie zamówienie była w mig. Zamówienie nowe poszło, jednak chciałem pokombinować trochę. Zamówiłem inne modele, po 10 sztuk z każdego rodzaju i doposażyłem asortyment akcesoriów, które wyprzedałem. Jednak tu z niektórymi modelami był spory problem przy sprzedaży. Niektóre cieszyły się wiekszym powodzeniem i nie wystarczyło na aktualny popyt. Utopiłem z połową towaru, a co okazało się dodatkowo, niektóre baterie po leżakowaniu ok 2 miesięcy bez ładowania nie chciały się już uruchomić mimo ładowania całodziennego.

Koszulki najwyższego sortu…

Zwróciła się kasa, ale tylko w jakimś tam procencie. Pomyślałem, że skoro rodzice mają maszyny szwalnicze to dlaczego by nie spróbować szycia koszulek? Bach. Szyjemy. Pierwsze dwie rolki materiału – ok. 40kg w sumie. 3 wzory koszulek na próbę, w dwóch kolorach. To jakiej jakości ten materiał był tego nie doznałem w żadnym sklepie galeryjnym. Z taką jakością nie spotakłem się nigdzie. Koszulki zakupione w galerii za 70zł nie dorównywały jakością do naszych. materiał nie kurczył się po gotowaniu w pralce, szwy nie puszczały, a sama koszulka nie skręcała się jak ta za 30zł z galeryjnych sklepów. Po prostu cud. Zrobiłem stronę, reklamowałem na FB, na forach itd. Gdzieś jeszcze są na nas namiary. Niestety problemem jaki u nas wystąpił to zbyt niska cena. Tak – zbyt niska. Nie do wiary? Koszulka za 20zł sprzedawana na rynku – “na pewno jest sprowadzona z Chin, nie biorę”, “ooo pisze, że producent, a na pewno kupił na innym stoisku i teraz handluje”. Nie ten target klienta. Koszulki te powinny dostać nadruk i być sprzedawane co najmniej po 80-100zł. Zaprzestaliśmy. Ale ja jeszcze do tematu wrócę jak tylko zdobędę kasę na rozbujanie tego interesu. Dlatego – stay tuned.