Właściwa ścieżka kariery – #zaczynamprogramowac

Właściwa ścieżka kariery – #zaczynamprogramowac

Można było rozegrać to całkowicie inaczej. Można było wybrać inne studia. Jakieś całkowicie… nie wiem… psychologię, ornitologię, rolnictwo?

Jest wiele kierunków…

Jest wiele kierunków studiów, na których można zmarnować czas, a co następuje – całe życie. Chociaż nie, czekaj… wersja dla tych co się obudzili w porę – można zmienić kierunek w trakcie, albo zrobić drugi fakultet. Nie chcę nikogo namawiać, ale informatyki szeroko pojętej uczyć się można zawsze i wszędzie, niezależnie od wieku czy zainteresowań. Zresztą otacza nas w tych czasach dookoła i nie sposób jej uniknąć. Wydaje mi się, że to jest strach przed nieznanym, obawa, że poświęci się czas, a później nic z tego nie będzie… Nie koniecznie.

Studiowali…

Studiowali ze mną ludzie grubo po 50-tce. W ogóle nie doświadczeni w informatyce, chcieli się czegoś nauczyć. Co prawda w niektórych przypadkach, na niektórych egzaminach mieli większy problem niż młodzi, ale dawali radę. Fakt faktem, po studiach zmienili pracę na lepiej płatną. Ale niektórzy z nich wcale nie robią tego czego się uczyli. Z mojego roku tylko nieliczni, może na jednej ręce policzyć, którzy pracują w branży. Sam nie wiem dlaczego… Tak czy inaczej, studia są fajne, ale czy coś z nich wyciągniesz to druga sprawa. Osobiście nie wykorzystuję i nie wykorzystywałem nigdy tego co dowiedziałem się na studiach w pracy zawodowej.

Właściwa ścieżka kariery w informatyce tak na prawdę nie istnieje. Każda tak na dobrą sprawę jest dobra, byle w tej branży zostać. Czy sieciowiec, czy programista, tester, inżynier oprogramowania, project manager, czy co tam przyjdzie na myśl. Nawet marketing dobrze zarabia, ale w firmie informatycznej.

PAI…

Wracając do moich studiów. Specjalizacja Programowanie Aplikacji Internetowych jest jak słowo “odbyt”. Dumnie brzmi, ale i tak gówno z tego. Nie obwiniam tu uczelni, a program nauczania. Nie nauczyłem się niczego, za to musiałem przysiąść do nauki sam. Zmotywowali mnie jakoś do tego, żebym nie patrzył na okoliczności tylko sam ruszył tyłek po książki. I zacząłem od HTML. Od razu doszedł do tego CSS, bo standardowe stylowanie wiadomo – jest do bani. Ale szybko mi się znudziło, a może raczej potrzebowałem czegoś więcej. Zacząłem grzebać po internecie jak podłączyć jakąś bazę danych do mojej strony. Natknąłem się na kilka poradników w stylu “zrób to sam”, czy “kurs dla opornych” i tak zacząłem wdrażać PHP do mojego kodu. Zdania co do uznania tego języka są podzielone i chciałbym uniknąć polemiki na ten temat. PHP przydał się do pewnych rzeczy i język jako taki jest dość przyjazny, przynajmniej dla mnie, a w tamtym czasie (jak szukałem) był dla mnie jednym z najłatwiejszych do zaadoptowania. Nie wymaga niczego prócz Wamp’a i jakiegokolwiek hostingu. Więc tak się zaczęło. Napisałem tym sposobem inżynierkę. Aplikacja do wspomagania zarządzania zakładem produkcyjnym. Zapotrzebowanie, magazyn, zużycie materiału, wysyłki. Bardzo trywialna apka. Zdałem.

Games, web dev, design…

Kierunków jest pełno. Można być programistą gier, programistą sprzętowym, web deweloperem, designerem i wiele innych. Każde z nich jest specjalizacją sztywno określającą ścieżkę kariery. Bycie samym “ogólnym” samozwańczym programistą teraz już nie wystarcza. Ciężko też pojąć kilkadziesiąt technologii w których chce się pisać. Poza tym jak posadzą Cię do biurka i każą programować to i tak będziesz operował góra trzema/czterema językami jednocześnie. W przypadku backendowców to tylko jeden język. Natomiast ścieżka ta jest ważna, ponieważ szuka się programistów “ninja”, a taki nie jest od wszystkiego tylko od konkretnej rzeczy, sytuacji, przypadku, często tylko od jednego języka. Tacy też zarabiają najwięcej.

STI…

Mówię o programistach, ponieważ nie znam się na innych odłamach informatyki i nie chcę wymyślać. Celem jest poprowadzenie za rączkę podobną do mojej ścieżką. Za to czas mojej magisterki to była jedna wielka porażka systemu szkolnictwa i zachowania uczelni. Tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego i tym samym magisterki dzwonią do mnie z dziekanatu i mówią: “Niestety z powodu braku zainteresowania Programowaniem nie uruchamiamy tego kierunku. Zostają tylko sieci. Chce Pan czy nie?”. No i co? Sru. Niech będzie – Sieciowe Technologie Informatyczne. Z tych dwóch lat wyniosłem mniej niż z całej inżynierki nie tylko dlatego, że to dwa lata a nie cztery. Program był na tyle z dupy, że miało się wrażenie, że go nie ma wcale. Natomiast mimo tego, że to sieci napisałem programik, tym razem do obsługi projektów np. informatycznych (nadawał się do wszystkich projektów). Była to praktycznie kopia inżynierki, ale tematyka inna – też na PHPie. Zaliczyłem magisterkę bez większych problemów.

W trakcie magisterki działy się jeszcze inne rzeczy, ale o tym następnym razem…